Po rozmnożeniu chlebów, o zmierzchu uczniowie Jezusa zeszli nad jezioro i wsiadłszy do łodzi, zaczęli się przeprawiać przez nie do Kafarnaum. Nastały już ciemności, a Jezus jeszcze do nich nie przyszedł; jezioro burzyło się od silnego wichru. Gdy upłynęli około dwudziestu pięciu lub trzydziestu stadiów, ujrzeli Jezusa kroczącego po jeziorze i zbliżającego się do łodzi. I przestraszyli się. On zaś rzekł do nich: «To Ja jestem, nie bójcie się». Chcieli Go zabrać do łodzi, ale łódź znalazła się natychmiast przy brzegu, do którego zdążali.
Komentarz
Apostołowie nie lękali się wieczornej przeprawy przez wzburzone jezioro. Ogarnął ich lęk dopiero, gdy zobaczyli Jezusa idącego po wodzie. Chcieli Go zabrać do łodzi, a wówczas łódź niespodziewanie dobiła do brzegu. Mamy tu do czynienia z dość osobliwym zachowaniem apostołów, którego interpretacja to być może zadanie dla psychologa. Mamy i działanie Jezusa, także trudne do wytłumaczenia na gruncie znanych nam dziś praw fizyki. Można je jednak wyjaśnić, gdy spojrzymy na nie z zupełnie innej, teologicznej perspektywy. Jezus jest kimś wyjątkowym. Nie jest tylko człowiekiem. Jest Bogiem, który nas bezgranicznie kocha. Jego miłość przekracza wszelkie granice, również te określone przez prawa fizyki. Czasem jak apostołowie nie lękamy się tego, co ma prawo wzbudzać lęk, a obawiamy się Tego, Kogo lękać się nie powinniśmy. Miłość Jezusa do nas, jak prawa nauki, pozwala wiele wyjaśnić i wiele przewidywać.
komentarz: Ks. Marek Porwolik
Pokaż rozważanie
Ukryj





