X
 

W czasie Ostatniej Wieczerzy Jezus, podniósłszy oczy ku niebu, modlił się tymi słowami: «Ojcze Święty, nie tylko za nimi proszę, ale i za tymi, którzy dzięki ich słowu będą wierzyć we Mnie; aby wszyscy stanowili jedno, jak Ty, Ojcze, we Mnie, a Ja w Tobie, aby i oni stanowili w Nas jedno, by świat uwierzył, że Ty Mnie posłałeś. I także chwałę, którą Mi dałeś, przekazałem im, aby stanowili jedno, tak jak My jedno stanowimy. Ja w nich, a Ty we Mnie! Oby się tak zespolili w jedno, aby świat poznał, że Ty Mnie posłałeś i że Ty ich umiłowałeś, tak jak Mnie umiłowałeś. Ojcze, chcę, aby także ci, których Mi dałeś, byli ze Mną tam, gdzie Ja jestem, aby widzieli chwałę moją, którą Mi dałeś, bo umiłowałeś Mnie przed założeniem świata. Ojcze sprawiedliwy! Świat Ciebie nie poznał, lecz Ja Ciebie poznałem, i oni poznali, że Ty Mnie posłałeś. Objawiłem im Twoje imię i nadal będę objawiał, aby miłość, którą Ty Mnie umiłowałeś, w nich była i Ja w nich».

    J 17, 20-26

Komentarz

Podczas ostatniej wieczerzy Jezus modlił się o to, by apostołowie stanowili jedno. Modlił się również o to, by jedno stanowili ci, którzy dzięki ich słowu będą wierzyć w Niego. Jezus modlił się zatem i za nas, byśmy i my stanowili jedno. Spoiwem tej jedności ma być miłość dana nam w tajemnicy Trójcy Świętej. Tak przeżywana jedność ma być świadectwem dla innych ludzi. Możemy mieć różne poglądy na to, co mówi na dany temat ten czy inny biskup albo ksiądz. Możemy się różnić w receptach na dobre funkcjonowanie wspólnoty parafialnej, diecezji, całego Kościoła. Jednak mimo tych różnic mamy trwać w miłości Boga. Możemy czasem błądzić, możemy siebie wzajemnie nie rozumieć, ale nie możemy siebie nie kochać. W przeciwnym razie nikogo do Boga nie przyciągniemy. Zacznijmy zatem od tego, by o sobie wzajemnie nie mówić z pogardą, bo w niej na pewno miłości nie ma.


komentarz: Ks. Marek Porwolik

Pokaż rozważanie 

 Ukryj 


Aby  oni stanowili w Nas jedno, aby świat uwierzył, żeś Ty Mnie posłał

         Na ekumenicznej drodze do jedności trzeba przypisać stanowczy prymat wspólnej modlitwie. Jeśli chrześcijanie, pomimo podziałów, będą umieli jednoczyć się coraz bardziej we wspólnej modlitwie wokół Chrystusa, głębiej sobie uświadomią, o ile mniejsze jest to wszystko, co ich dzieli, w porównaniu z tym, co ich łączy. Jeśli będą się spotykali coraz częściej i coraz wytrwałej modlili do Chrystusa, będą mieli odwagę podjąć całą bolesną i ludzką rzeczywistość podziałów, odnajdując się w tej wspólnocie Kościoła, którą Chrystus stale tworzy w Duchu Świętym ponad wszystkimi słabościami i ograniczeniami ludzkimi. I wreszcie, taka wspólnota modlitwy warunkuje nowe widzenie Kościoła i chrześcijaństwa. Nie należy bowiem zapominać, że Pan nasz prosił Ojca o jedność swych uczniów, aby dawała ona świadectwo Jego posłannictwu i aby świat uwierzył, że Ojciec Go posłał (por. J 17,21). Można powiedzieć, że ruch ekumeniczny zaczął się poniekąd od negatywnego doświadczenia tych, którzy głosząc tę samą Ewangelię odwoływali się do różnych Kościołów czy Wspólnot kościelnych; ta sprzeczność nie mogła oczywiście ujść uwagi tych, którzy słuchali orędzia zbawienia, i stanowiła dla nich przeszkodę w przyjęciu ewangelicznego przepowiadania. Niestety, ta poważna przeszkoda nie została przezwyciężona. Trzeba przyznać, że nadal nie osiągnęliśmy pełnej komunii. Jednakże – bez względu na podziały – zmierzamy drogą do pełnej jedności: do takiej jedności, jaką miał Kościół apostolski w samych swoich początkach i jakiej my szczerze poszukujemy. Sprawdzianem tego jest nasza wspólna modlitwa, kierowana wiarą. Gromadzimy się na niej w imię Chrystusa, który jest Jeden. On jest naszą jednością.

Ut unum sint, 22-23 (copyright Libreria Editrice Vaticana)
Św. Jan Paweł II (1920–2005)



Około godziny dziewiątej Jezus zawołał donośnym głosem: Eli, Eli, lema sabachthani ? to znaczy Boże mój, Boże mój, czemuś Mnie opuścił ?

    Mt 27, 46


         To okrzyk z okrutnie udręczonej duszy. Znak dogłębnych boleści i strasznego opuszczenia. Jęk błagalny o pomoc i ulgę serca Odkupiciela opuszczonego przez Ojca. Jakże trawi ogień cierpienia jego umęczone ciało ! Nie znajdziesz ani jednego miejsca nie zranionego. A całym wstrząsa dreszcz gorączki. Ojciec zaś nie spieszy z pociechą. Boże mój ! czemuś Mnie opuścił ? - O ile więcej jeszcze trawi cierpienie jego duszę ! Tysiąckroć gorzej z powodu strasznej wewnętrznej oschłości. A wokoło szydzą zeń dalej. Przyjaciele tak daleko. Ojciec zaś nie niesie mu ulgi. Boże mój, czemuś Mnie opuścił ?

         Wielu Świętych przeżywało to straszliwe opuszczenie ze Zbawicielem. Tylko cudownie mogli je przetrzymać. A jednak byłbyś jeszcze surowiej - słyszysz ? - jeszcze surowiej ! dotknięty, gdyby Bóg, karząc cię za twoje grzechy wystawił na łup namiętności, zaślepienia lub zatwardziałości. Twój Mistrz wolał dlatego konać w oschłości i opuszczeniu na krzyżu, aby się to nie stało. Jest twoim już obowiązkiem dbać o to, by to jego cierpienie nie było daremne !

         Rzuć się zmagającemu się ze straszną męką Zbawcy do nóg, obejmij jego święty krzyż i wołaj do niego: o najsłodszy Jezu, Tyś tak całkowicie opuszczony. Matka twoja najmilsza, ta światłość twoich oczu i pociecha twojej duszy, nie może Ci wcale pomóc. Nawet Ojciec twój, Opiekun i Pocieszyciel wdów i sierot, opuścił Cię bez pociechy i pomocy. Wszystko to chciałeś i musiałeś cierpieć - za mnie ! Za mnie, bym ja w moich drobnych niepokojach i nędzach, a zwłaszcza w ostatnią godzinę śmierci nie był opuszczony. O Jezu, Mistrzu wielkoduszny, czym Ci się odwdzięczę ?

         Kaci nie pojęli okrzyku boleści Zbawiciela. Ani też lud. I wielu, wielu obojętnych ludzi dzisiejszej doby także go nie rozumie ! Nie chciej nigdy zaliczać się do tych, na których skarży się Pan: Bracia ode mnie uciekli, znajomi stronią ode mnie, najbliżsi zawiedli i domownicy, zapomnieli mnie goście mego domu (Hi 19, 13-14).


Rozmyślania pochodzą z książki "Z Bogiem" o. Atanazego Bierbauma OFM
wydanej w Krakowie w 1934 r. za aprobatą tamtejszej Kurii Książęco-Metropolitalnej.