Jezus powiedział do swoich apostołów: «Kto kocha ojca lub matkę bardziej niż Mnie, nie jest Mnie godzien. I kto kocha syna lub córkę bardziej niż Mnie, nie jest Mnie godzien. Kto nie bierze swego krzyża, a idzie za Mną, nie jest Mnie godzien. Kto chce znaleźć swe życie, straci je, a kto straci swe życie z mego powodu, znajdzie je. Kto was przyjmuje, Mnie przyjmuje; a kto Mnie przyjmuje, przyjmuje Tego, który Mnie posłał. Kto przyjmuje proroka jako proroka, nagrodę proroka otrzyma. Kto przyjmuje sprawiedliwego jako sprawiedliwego, nagrodę sprawiedliwego otrzyma. Kto poda kubek świeżej wody do picia jednemu z tych najmniejszych, dlatego że jest uczniem, zaprawdę, powiadam wam, nie utraci swojej nagrody».
Komentarz
1. „Kto kocha ojca lub matkę bardziej niż Mnie, nie jest Mnie godzien…”. Radykalizm tego wezwania zdumiewa. Tak może mówić tylko Bóg. Tylko On może rościć sobie prawo do takiej miłości. On dał nam wszystko i dlatego może oczekiwać wszystkiego. Czy nie pachnie to fanatyzmem? Można by tak pochopnie sądzić, ale kolejne zdania mówiące o krzyżu rozjaśniają sprawę, dają właściwy kontekst. „Kto nie bierze swego krzyża, a idzie za Mną, nie jest Mnie godzien. Kto chce znaleźć swe życie, straci je, a kto straci swe życie z mego powodu, znajdzie je”. Trzeba wejść w tę tajemniczą logikę krzyża Jezusa. Czym był krzyż dla Niego? Nie był jakimś fatum, nie był przekleństwem losu, nie był triumfem zła nad sprawiedliwym. Choć tak można by sądzić, patrząc z zewnątrz. W istocie krzyż był darowaniem siebie do końca. Objawiła się na nim miłość nieskończona, wieczna, totalna. Czy jesteśmy w odpowiedzi zdolni tak samo kochać Boga? Nie sądzę. Ale tak powinniśmy myśleć o naszej wierze, a przynajmniej rozmieć, że chodzi o taką miłość w życiu. Zrozumieli to mistycy. Oni weszli na tę drogę. Odkryli przepastną głębię miłości Boga do człowieka i próbowali odpowiedzieć analogicznie na ten dar swoim życiem. Św. Teresa z Ávili pisała: „Gdy Boski Łucznik strzałą swą zranił/ Przeszył do głębi serce me/ Ogień miłości całą mnie strawił/ Że w nim znalazłam szczęście swe./ Odczułam wówczas życia wiecznego/ Upajający zdrój (…) I odtąd jestem wszystka dla Niego/ A On jest wszystek mój”. Jest w tym wierszu nawiązanie do Pieśni nad Pieśniami. Najbliższym obrazem takiej totalnej miłości jest małżeństwo, w którym chodzi o wzajemne oddanie siebie mężczyzny i kobiety. Tak jakoś kocha nas Bóg. Chce nas poślubić i dlatego tak jak oblubieniec chce być tym jedynym, najważniejszym, wybranym na zawsze. Chce, by więź z Nim przewyższyła wszystkie inne ludzkie miłości. Stary Testament mówi wprost o „zazdrosnej miłości Pana”.
komentarz: Ks. Tomasz Jaklewicz
Pokaż rozważanie
Ukryj







