X
 

Gdy Jezus przyszedł do domu pewnego przywódcy faryzeuszów, aby w szabat spożyć posiłek, oni Go śledzili. Potem opowiedział zaproszonym przypowieść, gdy zauważył, jak sobie pierwsze miejsca wybierali. Tak mówił do nich: «Jeśli cię ktoś zaprosi na ucztę, nie zajmuj pierwszego miejsca, by przypadkiem ktoś znamienitszy od ciebie nie był zaproszony przez niego. Wówczas przyjdzie ten, kto was obu zaprosił, i powie ci: „Ustąp temu miejsca”, a wtedy musiałbyś ze wstydem zająć ostatnie miejsce. Lecz gdy będziesz zaproszony, idź i usiądź na ostatnim miejscu. A gdy przyjdzie ten, który cię zaprosił, powie ci: „Przyjacielu, przesiądź się wyżej”. I spotka cię zaszczyt wobec wszystkich współbiesiadników. Każdy bowiem, kto się wywyższa, będzie poniżony, a kto się uniża, będzie wywyższony».

    Łk 14, 1. 7-11


komentarz: Ks. Marek Porwolik

Pokaż rozważanie 

 Ukryj 


Każdy bowiem, kto się wywyższa, będzie poniżony, a kto się uniża, będzie wywyższony

        Zdarza się, że staramy się podążać drogą cnoty i otrzymujemy pewne łaski; jednak inne nam są odmawiane i pogrążamy się w głębokim przygnębieniu. Nie ma bowiem człowieka, który osiągnąłby całą cnotę, jakiej pragnie, ponieważ wszechmocny Bóg, który bada serca, wyznacza granice nawet duchowemu postępowi, aby człowiek, widząc swoją niezdolność do osiągnięcia celu swoich wysiłków, nie pysznił się tym, co jest w stanie osiągnąć. Oto dlaczego nawet on, wielki kaznodzieja, który został przeniesiony do trzeciego nieba i który zgłębił tajemnice raju, po tym objawieniu nie był w stanie żyć w pokoju i z dala od pokus. Ale ponieważ wszechmocny Bóg wyznaczył człowiekowi granice, których nie można przekroczyć, to choć wyniósł kaznodzieję do poznania spraw niebiańskich, sprowadził go również z powrotem do cierpień wynikających z jego słabości, aby – odkrywając miarę swoich możliwości w chwili, gdy bezskutecznie próbował rozkoszować się pogodnym spokojem – Paweł nie dał się ponieść pysze poza granice samego siebie i był zmuszony, w pokorze, nieustannie powracać do swoich ograniczeń.

Księga XII
Św. Grzegorz Wielki (ok. 540–604)



Czy wolno w szabat uzdrawiać, czy też nie ?

    Łk 14, 3


         Niedziela to dzień spoczynku, dzień święty. Niedziela to także dzień radości. Dosyć ma dzień swojej biedy, mówi już Chrystus Pan u św. Mateusza (6, 34). Dlatego bardzo potrzeba zostawić chwilę na radość i rozweselenie się. Zwłaszcza religia i to nie tylko w jednym miejscu zabiera głos o prawdziwej radości: Sprawiedliwi się cieszą i weselą przed Bogiem, i radością się rozkoszują (Ps 68, 4).

         Jakże mądrze postąpiła względem nas Opatrzność, dając nam niedzielę. Niedzielę wolną od prac, trosk i wrzasków powszedniego dnia, uświetnioną porządniejszym odzieniem, podniesioną i rozweseloną uroczystą Mszą św., z przepięknymi śpiewami liturgicznymi i z kazaniem. W niedzielę więc usposobiony jest człowiek do wesela, nastawiony na ton wyższy. Oczywiście musi i tu być stosowana zasada: Radujcie się zawsze w Panu (Flp 4, 4). Taką radością w Panu jest przechadzka po świeżym powietrzu, na łonie natury. Taką radością w Panu jest umiarkowane i przyzwoite zajmowanie się sportem. Taką radością w Panu jest wycieczka do miejsc znanych ze zjawisk przyrody lub historii, można sobie też pozwolić na niewinny odpoczynek w gospodzie. Taką radością w Panu, jednym słowem, jest każde wytchnienie, które podnosi serce, odświeża siły i całego człowieka napełnia nową ochotą do pracy. Nie zaś tego rodzaju zabawy, po których poniedziałek nosi piętno pokuty całkowitej niezdolności do pracy po popełnionych w niedzielę grzechach.

         Nierozumni ci, którzy hańbią występkami dzień Pański, wstrzymują błogosławieństwo Boga, ściągają na siebie jego przekleństwo, szkodzą sobie na zdrowiu, a z dnia bożego czynią święto szatana. Oby cię nigdy nie trzeba było zaliczyć do tych nierozumnych. Ty z bogobojnym Dawidem trzymaj się hasła: Będę radował się w Panu (Ps 104, 34).


Rozmyślania pochodzą z książki "Z Bogiem" o. Atanazego Bierbauma OFM
wydanej w Krakowie w 1934 r. za aprobatą tamtejszej Kurii Książęco-Metropolitalnej.