X
 

Jezus powiedział do uczniów: «Pewien bogaty człowiek miał rządcę, którego oskarżono przed nim, że trwoni jego majątek. Przywołał więc go do siebie i rzekł mu: „Cóż to słyszę o tobie? Zdaj sprawę z twego zarządzania, bo już nie będziesz mógł zarządzać”. Na to rządca rzekł sam do siebie: „Co ja pocznę, skoro mój pan odbiera mi zarządzanie? Kopać nie mogę, żebrać się wstydzę. Wiem już, co uczynię, żeby mnie ludzie przyjęli do swoich domów, gdy będę odsunięty od zarządzania”. Przywołał więc do siebie każdego z dłużników swego pana i zapytał pierwszego: „Ile jesteś winien mojemu panu?” Ten odpowiedział: „Sto beczek oliwy”. On mu rzekł: „Weź swoje zobowiązanie, siadaj prędko i napisz: pięćdziesiąt”. Następnie pytał drugiego: „A ty ile jesteś winien?” Ten odrzekł: „Sto korców pszenicy”. Mówi mu: „Weź swoje zobowiązanie i napisz: osiemdziesiąt”. Pan pochwalił nieuczciwego rządcę, że roztropnie postąpił. Bo synowie tego świata roztropniejsi są w stosunkach z podobnymi sobie ludźmi niż synowie światłości. Ja też wam powiadam: Pozyskujcie sobie przyjaciół niegodziwą mamoną, aby gdy wszystko się skończy, przyjęto was do wiecznych przybytków. Kto w bardzo małej sprawie jest wierny, ten i w wielkiej będzie wierny; a kto w bardzo małej sprawie jest nieuczciwy, ten i w wielkiej nieuczciwy będzie. Jeśli więc w zarządzaniu niegodziwą mamoną nie okazaliście się wierni, to kto wam prawdziwe dobro powierzy? Jeśli w zarządzaniu cudzym dobrem nie okazaliście się wierni, to któż wam da wasze? Żaden sługa nie może dwom panom służyć. Gdyż albo jednego będzie nienawidził, a drugiego miłował; albo z tamtym będzie trzymał, a tym wzgardzi. Nie możecie służyć Bogu i Mamonie!»

    Łk 16, 1-13

Komentarz

1. Niełatwo wytłumaczyć sens tej Jezusowej przypowieści. Z całą pewnością Jezus nie chce pochwalić nieuczciwości. Chodzi raczej o docenienie roztropności, która budzi się u nieuczciwego zarządcy w chwili zagrożenia. „Zdaj sprawę z twego zarządzania”. Bliska perspektywa utraty pracy zmusza bohatera przypowieści do szukania jakiegoś zabezpieczenia na przyszłość. Co chce nam przekazać Jezus? Nikt z nas nie jest właścicielem swojego życia. Dostaliśmy je jako dar. Otrzymaliśmy także jakiś majątek, za który odpowiadamy. Czyli mamy jakieś zadanie do wykonania. Odpowiadamy za kogoś i za coś. Kiedyś będziemy musieli zdać sprawę z tego wszystkiego. Obawa przed rozliczeniem mobilizuje człowieka do działania, do konkretnego myślenia o przyszłości. Faktem jest, że rządca zabezpiecza swoją przyszłość nieuczciwymi metodami. Tak się przynajmniej wydaje. Chyba że, jak tłumaczą niektórzy bibliści, owo zmniejszenie obciążeń dłużników pana było w istocie rezygnacją ze swojej prowizji. Być może. Sedno tkwi w zapobiegliwym myśleniu o przyszłości. I to, jak sądzę, Jezus chce nam powiedzieć: jeśli dbamy o doczesne urządzenie się, zwłaszcza w chwili zagrożenia, to tym bardziej powinniśmy zadbać o swoją wieczność. Jeśli kontrola szefa firmy mobilizuje ludzi do biznesowej aktywności, to tym bardziej sąd Boży powinien mobilizować do nawrócenia, do troski o wieczny los. Czy jednak ktoś dziś przejmuje się jeszcze wiecznością?. „Pozyskujcie sobie przyjaciół niegodziwą mamoną, aby gdy wszystko się skończy, przyjęto was do wiecznych przybytków”. To zdanie jest wnioskiem wyprowadzonym z przypowieści. I z całą pewnością nie chodzi Jezusowi o kupowanie przyjaciół za pieniądze. Nie da się kupić przyjaźni. Nie ma sklepów z przyjaciółmi, jak mówił Mały Książę. Chodzi raczej o to, żeby mamona, czyli dobra materialne, była podporządkowana dobrom duchowym. Jeśli mądrze gospodaruję pieniędzmi, jeśli potrafię się dzielić z potrzebującymi, zyskuję ich wdzięczność. To, co dałem innym, staje się moim kapitałem na wieczność. Ludzie, którym pomogłem, kiedyś powiedzą Bogu: „Ten człowiek mi pomógł, tak, to mój przyjaciel”. Powie ktoś, że to wszystko pachnie jakąś interesownością. Hm… być może. Ale w ludzką naturę jest wpisany cel, którego każdy z nas pragnie: człowiek chce być szczęśliwy, i to nie tylko przez chwilę, ale na zawsze. Kto wierzy w niebo, ten rozumie, że osiąga się szczęście wieczne wtedy, gdy się kocha, czyli gdy dzieli się z innymi tym, co się posiada. Czy to jest bardziej interesowne od gromadzenia dóbr dla siebie? Nie sądzę. Najlepszą inwestycją w przyszłość jest dzielenie się, jest miłość. Końcówka dzisiejszej Ewangelii to naglące wezwanie do wierności Bogu, która wyraża się nie tylko w wielkich bohaterskich czynach. Chodzi o elementarną solidność w zwykłych, szarych, nudnych obowiązkach. Chodzi o uczciwość, jednoznaczność postawy, gorliwość. Na co dzień, nie od święta. I nie tylko wtedy, gdy wisi nad nami wizja kontroli. Także tej Najwyższej Instancji. Choć prawdą jest, że kiedyś usłyszmy: „Zdaj sprawę ze swego zarządu”.


komentarz: ks. Tomasz Jaklewicz

Pokaż rozważanie 

 Ukryj 



        "Żaden sługa nie może dwom panom służyć". Nie ma dwóch panów - jest tylko jeden Pan. Gdyż nawet jeśli są ludzie, którzy służą pieniądzom, to pieniądz sam w sobie nie może być panem. To oni sami nałożyli na siebie to jarzmo niewolnictwa. W rzeczywistości pieniądze nie mają żadnej sprawiedliwej władzy, ale stanowią niesprawiedliwe niewolnictwo. To dlatego Jezus mówi: "Pozyskujcie sobie przyjaciół niegodziwą mamoną", abyśmy, poprzez naszą hojność wobec ubogich, mogli otrzymać przychylność aniołów i świętych. Rządca nie został skrytykowany, przez co możemy zrozumieć, że nie jesteśmy bogaczami, ale raczej rządcami cudzego majątku. I chociaż popełnił błąd, dostał pracę, ponieważ darując dług innym w imieniu swojego pana pozyskał sobie poparcie. A Jezus mówił dobrze o "niegodziwej mamonie", ponieważ miłość do pieniędzy popycha nasze skłonności ku różnym pokusom do tego stopnia, że zgadzamy się pozostać niewolnikami. Dlatego też mówi: "Jeśli w zarządzie cudzym dobrem nie okazaliście się wierni, kto wam da wasze?" Bogactwo jest nam obce, ponieważ leży poza nasza naturą. Nie rodzimy się z bogactwem i nie zabierzemy go ze sobą po śmierci. Chrystus, przeciwnie, jest z nami, ponieważ On jest życiem... Nie bądźmy zatem niewolnikami dóbr materialnych, gdyż nie będziemy mogli uznać Chrystusa jako naszego jedynego Pana.

Komentarz na ewangelię św. Łukasza, 7, 244n
Św. Ambroży (ok. 340-397)



Gdy zbliżył się do bramy miejskiej, właśnie wynoszono umarłego.

    Łk 7, 12


         Zwyczajne, codzienne zdarzenie. A jednak ludzie nie chcą słyszeć o śmierci, chociaż to tak pewne, iż ona przyjdzie, jak dwa razy dwa jest cztery. Św. Franciszek z Asyżu powitał ją na łożu śmierci tymi słowy: Bądź mi pozdrowiona, siostro śmierci ! Patrzył na nią z punktu widzenia wieczności. Dla niego był to powrót do ojczyzny, podróż do krainy szczęśliwości, wędrówka do Boga, umiłowanego Ojca na niebie. Bądź rozsądny, nawiąż ty także siostrzane stosunki ze śmiercią - a nauczy cię wiele dobrego i obejdzie się kiedyś z tobą z miłością.

         Czego uczy cię śmierć, niech ci powiedzą Norny, stare boginie przeznaczenia. Pierwsza z nich Urdh, przeszłość, woła na ciebie: stracony ! Tak jest i także twoja przeszłość przepadła na zawsze w olbrzymim oceanie czasu. To wszystko jak cień przeminęło (Mdr 5, 9). Przeminęło ! Minęły lata dziecięce, minęła młodość; rozwiały się nadzieje wszelkie, wszystkie prace, walki lat ubiegłych. Bezpowrotnie minęły głupstwa, złości, grzechy. Niczego z tego wszystkiego nie można odmienić, odwołać - chyba grzechy i szaleństwa zmyć przez szczerą skruchę i pokorne samooskarżenie się w sakramencie pokuty. Ta więc skrucha i oskarżenie się powinny wykiełkować z rozważania o śmierci. One najlepszą stanowią zbroję na to, co ma nadejść, na godzinę śmierci. Wtedy możesz mówić ze spokojem: Gdzież jest, o śmierci, twój oścień ? (1 Kor 15, 55).

         Jeżeli jeszcze przez chrześcijańskie życie i dobre uczynki gromadzisz sobie zasługi, wtedy będzie można także nad twoją mogiłą wyryć: Co minęło, nie powróci, lecz zachodząc blaski siało; długo jeszcze drogę złoci, choć go oczom już nie stało !


Rozmyślania pochodzą z książki "Z Bogiem" o. Atanazego Bierbauma OFM
wydanej w Krakowie w 1934 r. za aprobatą tamtejszej Kurii Książęco-Metropolitalnej.