X
 

Jezus powiedział do ludu: «Ja jestem chlebem życia. Kto do Mnie przychodzi, nie będzie łaknął; a kto we Mnie wierzy, nigdy pragnąć nie będzie. Powiedziałem wam jednak: Widzieliście Mnie, a przecież nie wierzycie. Wszystko, co Mi daje Ojciec, do Mnie przyjdzie, a tego, który do Mnie przychodzi, precz nie odrzucę, ponieważ z nieba zstąpiłem nie po to, aby pełnić swoją wolę, ale wolę Tego, który Mnie posłał. Jest wolą Tego, który Mnie posłał, abym nic nie stracił z tego wszystkiego, co Mi dał, ale żebym to wskrzesił w dniu ostatecznym. To bowiem jest wolą Ojca mego, aby każdy, kto widzi Syna i wierzy w Niego, miał życie wieczne. A Ja go wskrzeszę w dniu ostatecznym».

    J 6, 35-40

Komentarz

Czasem nosimy w sobie obraz Boga odległego, słabo zainteresowanego nami i naszą trudną codziennością. Innym razem mamy wrażenie, że Bóg jest na nas zagniewany, zawiedziony naszym grzechem albo ludzkimi słabościami. Bywa też, że – w naszym mniemaniu – nie dość rychło reaguje na zanoszone do Niego prośby i modlitwy. A jednak możemy być pewni, że wolą Ojca niebieskiego jest, „aby każdy, kto widzi Jego Syna Jezusa i wierzy w Niego, miał życie wieczne”. Bóg – w swoim uniwersalnym, zbawczym projekcie – chce przygarnąć do siebie każdego człowieka i dać mu udział w swoim życiu. Deklaracja Jezusa: „tego, który do mnie przychodzi, precz nie odrzucę” powinna dodawać nam odwagi i ufności. On, który jest Emmanuelem – Bogiem z nami, który stał się dla nas chlebem życia, któremu na imię Miłość miłosierna, troszczy się o nas nie tylko w życiu doczesnym, ale – jak wierzymy – wskrzesi również nasze śmiertelne ciała, gdy powróci w chwale, w dniu ostatecznym.


komentarz: Ks. Łukasz Gaweł

Pokaż rozważanie 

 Ukryj 


Bóg przewidział od zawsze, że człowiek przyjdzie do Niego

         Każda rozumna dusza czerpie swoje źródło z prawdziwego Bogu: musi wybrać to, co jej odpowiada i odrzucić to, co jej się nie podoba, ponieważ zna w głębi siebie, co jest dobre, a co złe. Bóg, który jest jedyny, stworzył s energii swojego serca dokładne i wyjątkowe dzieło. I to dzieło pomnożył w cudowny sposób. Ponieważ Bóg jest żywym ogniem, ogniem, dzięki któremu oddychają dusze. Ogniem, który istnieje przed początkiem, który jest początkiem i czasem czasów. Boża wola przenika całkowicie zniszczalny świat i tam wskazuje na kres świata – wieczność. Wszechmoc Boga cechuje się pełnią umiarkowania opartego na równowadze; nie ma ona ani początku, ani końca i dysponuje pełnią możliwości, by zrealizować wszystko, czego pragnie, bez żadnego wyjątku. Do doskonałości, która pozwala mocy Bożej podporządkować sobie wszystko, dołącza się miłość, niczym rodzaj spokoju w działaniu: miłość bowiem doskonale wypełnia wolę Bożą – źródło pokoju. Miłość odziewa się jednak w różne szaty, równie liczne, jak cnoty działające w człowieku: miłość jest źródłem wszelkiego dobra. Człowiek musi skierować ku temu prawdziwemu słońcu wszystkie intencje swojego serca. To właśnie w tym spojrzeniu miłości objawia się przedwiedza Boga: miłość i przedwiedza współgrają ze sobą. Człowiek, który decyduje się poddać miłości, kocha to, co jest w Bogu, kontempluje Boga w czystości swojej wiary, nie ofiarowuje Mu niczego śmiertelnego, ale już teraz się osiedla w niebiańskich radościach, a Bóg od wieczności przewidział, że przyjdzie do Niego.

Księga dzieł bożych
Święta Hildegarda z Bingen (1098–1179)



Raz wyrzucał złego ducha u tego, który był niemy. A gdy zły duch wyszedł, niemy zaczął mówić.

    Łk 11, 14


         Jest to obraz oniemiałego grzesznika przed trybunałem pokuty.

         Dopuścił się ciężkiej winy, ale nie może zdobyć się na to, żeby wyznać swoje grzechy szczerze na spowiedzi. W takim usposobieniu kryje się w głębi coś naprawdę zdrowego. Każdy wstydzi się złego; a poczucie wstydu jest czymś szlachetnym. O tym wiedział także Zbawiciel. Dlatego zlecił sprawowanie świętego sakramentu pokuty ludziom, ludziom, którzy sami są ułomni i grzeszni. I zamknął im usta świętą pieczęcią ! Tak zwaną sakramentalną pieczęcią. Rozciąga się ten sekret na wszystko, co wyznaje się spowiednikowi w celu uzyskania rozgrzeszenia.

         Do milczenia zobowiązuje każdego kapłana prawo natury. Żąda ono, by nie publikować tego, co zostało powierzone w sekrecie. Kto igra z zaufaniem, ten stanie przed sądem ludzi.

         Do milczenia zobowiązuje spowiednika prawo kościelne. Odnośny przepis prawa kanonicznego brzmi: Pieczęć sakramentalna jest nienaruszalna; niech więc spowiednik strzeże się z całą sumiennością, by ani słowem, ani znakiem, ani żadnym innym sposobem, ani też z jakiegokolwiek powodu nie wyjawił grzesznika. Ten sam Kościół św. ustanowił też najsurowsze kary na duchownego, któryby świadomie i dobrowolnie uchylił tajemnicę spowiedzi. Wpada taki w ekskomunikę, zastrzeżoną samemu papieżowi.

         Do milczenia zobowiązuje spowiednika prawo boże. Gdyż niewątpliwie Chrystus nie ustanowiłby sakramentu pokuty, gdyby równocześnie nie zobowiązał kapłanów do najściślejszego zachowania sekretu. Dlatego Bóg, skoro powierzył już ten ciężki obowiązek kapłanom, daje im także łaskę, aby raczej znosili więzienie, męczeństwo i śmierć, niż wyjawili tajemnicę spowiedzi. Przypomnij sobie tylko św. Jana Nepomucena i tylu, tylu innych męczenników kapłańskiej tajemnicy spowiedzi.

         Czy ma więc sens pozwolić sobie zamknąć usta szatanowi przy spowiedzi ? Czy ma więc sens przemilczać to, co powinno być wyznane, czyli grzechy ciężkie ? Wyrzuć wszystko z duszy ustami, a zapanuje w niej pokój ! Słusznie mówi mędrzec: Nie wstydź się wyznać swych grzechów (Syr 4, 26).


Rozmyślania pochodzą z książki "Z Bogiem" o. Atanazego Bierbauma OFM
wydanej w Krakowie w 1934 r. za aprobatą tamtejszej Kurii Książęco-Metropolitalnej.