X

źródło - www.edycja.pl


W Kanie Galilejskiej odbywało się wesele i była tam Matka Jezusa. Zaproszono na to wesele także Jezusa i Jego uczniów. A kiedy zabrakło wina, Matka Jezusa mówi do Niego: „Nie mają już wina”. Jezus Jej odpowiedział: „Czyż to moja lub Twoja sprawa, Niewiasto? Jeszcze nie nadeszła moja godzina”. Wtedy Matka Jego powiedziała do sług: „Zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie”. Stało zaś tam sześć stągwi kamiennych przeznaczonych do żydowskich oczyszczeń, z których każda mogła pomieścić dwie lub trzy miary. Rzekł do nich Jezus: „Napełnijcie stągwie wodą”. I napełnili je aż po brzegi. Potem do nich powiedział: „Zaczerpnijcie teraz i zanieście staroście weselnemu”. Ci zaś zanieśli. A gdy starosta weselny skosztował wody, która stała się winem, i nie wiedział, skąd ono pochodzi, ale słudzy, którzy czerpali wodę, wiedzieli, przywołał pana młodego i powiedział do niego: „Każdy człowiek stawia najpierw dobre wino, a gdy się napiją, wówczas gorsze. Ty zachowałeś dobre wino aż do tej pory”. Taki to początek znaków uczynił Jezus w Kanie Galilejskiej. Objawił swoją chwałę i uwierzyli w Niego Jego uczniowie.

    J 2, 1-11

Komentarz

1. Czy pytał z nabożnej obawy o własne zbawienie, świadomy swojej niedoskonałości? A może wydawało mu się, że poprzeczka wymagań ustawiona jest za wysoko i mało kto zasłuży na niebo? Albo pytanie było prowokacją zmierzającą do tego, że Jezus odpowie, że Bóg jest miłosierny i nie trzeba się zanadto martwić pośmiertnym losem? Pan unika odpowiedzi na tak zadane pytanie. Nie chce, byśmy się pogrążali w daremnych spekulacjach. Powinniśmy skupić się na chwili obecnej, na własnym życiu, na trosce o swoje zbawienie. Czasem uciekamy od odpowiedzialności za nasze życie, chowając się za parawanem pseudointelektualnych rozważań, pytań czy wątpliwości. „Usiłujcie wejść przez ciasne drzwi”. Usiłujcie – to wezwanie do wysiłku, zmagania, walki. Zbawienie jest darem, ale trzeba odnaleźć właściwą drogę, zapukać do dobrych drzwi, a to wymaga zaangażowania. Ciasne drzwi kojarzą się z ogołoceniem. Człowiek obciążony tobołami, pełen zbędnego bagażu, nie zmieści się w ciasnej bramie. Rzecz w tym, żeby godzić się na ogołocenie, ubóstwo, zależność. Tyle dziś mówi się o odchudzaniu. Czy nie przydałoby się także jakieś duchowe „odchudzenie”, czyli porzucenie balastu egoizmu, pychy, próżnych myśli, ambicji, pomysłów, gonienia za sensacją czy cudownością? Drzwiami do zbawienia jest Chrystus, a kluczem krzyż. To jest owa ciasna brama. Najpierw w tym znaczeniu, że tylko w Nim i w nikim innym jest zbawienie. To jest ciasna brama także w tym sensie, że Jezus otwiera nam niebo przez krzyż. Nie wystarczy więc odnaleźć Jezusa, trzeba Go też naśladować. Jego styl, Jego służbę, dźwiganie krzyża, zgodę na oddanie życia. Ciasna brama oznacza pokorę. „Odstąpcie ode Mnie wszyscy, którzy dopuszczacie się niesprawiedliwości”. Kiedyś otwarte drzwi do nieba zostaną zamknięte. Podkreślmy, że Jezus otwarł je dla wszystkich. Dar zbawienia nie jest zarezerwowany dla garstki wybranych. Nie wszyscy jednak chcą skorzystać z tych drzwi. Nadejdzie dzień sądu ostatecznego, w którym „dopuszczający się niesprawiedliwości” zostaną wykluczeni ze wspólnoty zbawionych. Boimy się dziś jak ognia słowa „wykluczenie”, a Pan Jezus się nie boi. Mówi o możliwości odrzucenia w słowach twardych: „ujrzycie siebie samych precz wyrzuconych”. To ostrzeżenie i wezwanie do odpowiedzialności za czas, który jest nam dany.

Pokaż rozważanie 

 Ukryj 



              Jest napisane, że Pan poszedł na wesele, na które został zaproszony. Syn Boży poszedł zatem na wesele, aby uświęcić swoją obecnością małżeństwo, które już ustanowił. Poszedł na wesele starego Prawa, aby wybrać sobie w pogańskim ludzie małżonkę, która na zawsze by pozostała dziewicą. On, choć nie urodził się w małżeństwie ludzkim, poszedł na wesele. Nie poszedł tam, aby uczestniczyć w radosnym bankiecie, ale po to, żeby objawić się w godnym podziwu cudzie. Nie poszedł tam, aby pić wino, ale żeby je dać. Ponieważ, jak tylko gościom zaczęło brakować wina, błogosławiona Maryja powiedziała do Niego: "Nie mają już wina". Jezus, najwidoczniej zirytowany, odpowiedział jej: "Czego ode mnie chcesz, Niewiasto? "... Odpowiadając: "Jeszcze nie nadeszła godzina moja" ogłaszał bez wątpienia chwalebną godzinę Jego Męki albo wino wylane za zbawienie i życie wszystkich. Maryja prosiła o łaskę doczesną, podczas gdy Chrystus szykował radość wieczną.      Jednakże tak dobry Pan nie zawahał się udzielić małych rzeczy, oczekując, aż przyjdą większe. Błogosławiona Maryja, ponieważ była prawdziwie matką Pana, widziała w myśli to, co miało się zdarzyć, i znała z góry wolę Pańską. To dlatego zatroszczyła się, aby uprzedzić służbę tymi słowami: "Zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie". Jego święta matka wiedziała bez wątpienia, że słowo zarzutu jej Syna i Pana nie skrywało urazy człowieka w gniewie, ale zawierało tajemnicę współczucia... I oto te wody zaczęły przyjmować moc, nabierać kolorów, wydzielać miły zapach, nabierać smaku, a jednocześnie zmieniać całkowicie swoją naturę. A to przemienienie wody w inną substancję objawiło obecność Stworzyciela, ponieważ nikt, poza Tym, który stworzył wodę z niczego, nie może jej zamienić w coś innego.

Homilia 23
Św. Maksym z Turynu (? - ok. 420)



Rekolekcje: Ku niebu !


         Rekolekcje dobiegają końca. Poczyniłeś nowe postanowienia. Jesteś więc uzbrojony do nowej pracy dla Boga i duszy. Wyłania się już tylko pytanie św. Piotra: Cóż więc otrzymamy ? (Mt 19, 27). Odpowiedź zaś brzmi: Cieszcie się i radujcie, albowiem wasza nagroda wielka jest w niebie (Mt. 5, 12). Ta olbrzymia nagroda nie zna już żadnych trosk.

         Ziemia jest ojczyzną utrapień. Tu dręczą nas kłopoty o potrzeby ciała: Co będziemy jeść ? co będziemy pić ? czym będziemy się przyodziewać ? (Mt 6, 31). Albo też troski głębszego znaczenia, jak zbawienie nasze i postęp duszy. Albo wreszcie niepokoją nas myśli, czy spełnią się nasze liczne życzenia, które kręcą się około naszych interesów i powołania, domu, gospodarstwa i rodziny, przyszłości dzieci itp. Co prawda woła na nas Zbawiciel: Nie troszczcie się ! (Mt 6, 34), lecz jedna troska idzie za drugą i orze głębokie bruzdy na czole i w sercu.

         Wszystko to skończy się od razu, gdy tylko otworzą się nam bramy nieba. Wtedy nastąpi to, co powiedział św. Augustyn: W niebie będzie wszystko, czegokolwiek będzie sobie ktoś życzył i nie będzie nikt pragnął tego, czego by tam nie było. Na wiecznych wzgórzach i w ogrodach niebieskich nie rosną ciernie trosk.

         Znoś zatem kłopoty związane z tym życiem jeszcze przez ten krótki czas, jaki ci pozostał. Widok nieba z jego wolnością od wszelkich kłopotów niech ci doda sił, byś dla zdobycia go nie szczędził żadnego trudu. A sprawiedliwi żyją na wieki; zapłata ich w Panu i staranie o nich u Najwyższego (Mdr 5, 15).


Rozmyślania pochodzą z książki "Z Bogiem" o. Atanazego Bierbauma OFM
wydanej w Krakowie w 1934 r. za aprobatą tamtejszej Kurii Książęco-Metropolitalnej.