X
 

Gdy Jezus z uczniami szedł drogą, ktoś powiedział do Niego: „Pójdę za Tobą, dokądkolwiek się udasz”. Jezus mu odpowiedział: „Lisy mają nory i ptaki powietrzne gniazda, lecz Syn Człowieczy nie ma miejsca, gdzie by głowę mógł oprzeć”. Do innego rzekł: „Pójdź za Mną”. Ten zaś odpowiedział: „Panie, pozwól mi najpierw pójść i pogrzebać mojego ojca”. Odparł mu: „Zostaw umarłym grzebanie ich umarłych, a ty idź i głoś królestwo Boże”. Jeszcze inny rzekł: „Panie, chcę pójść za Tobą, ale pozwól mi najpierw pożegnać się z moimi w domu”. Jezus mu odpowiedział: „Ktokolwiek przykłada rękę do pługa, a wstecz się ogląda, nie nadaje się do królestwa Bożego”.

    Łk 9,57-62

Komentarz

  Dzisiejszy fragment Ewangelii według św. Łukasza ukazuje nam trzech potencjalnych naśladowców Jezusa, którzy stają wobec perspektywy pójścia za Nim i poświęcenia swego życia głoszeniu królestwa Bożego. Pierwszy z nich, to człowiek, który posiada duchowe pragnienia, ale nie ma powołania; lub raczej: jego powołanie uwikłane jest w błędne wyobrażenia o tym, co tak naprawdę oznacza pójście za Jezusem. Jezus zna doskonale faktyczne zamysły serca tego człowieka i motywy jego pragnień; nie gasi ich i nie zabrania mu tego, do czego wyrywa się jego serce; wyjaśnia jednak, że podążanie za Synem Człowieczym domaga się czegoś więcej – że nie ma w nim miejsca na jakiekolwiek „dokąd”, na kalkulacje i oczekiwania; przeciwnie, owo „pójdę za Tobą” oznacza zgodę na ogołocenie, na zakwestionowanie wszelkich zabezpieczeń, oczekiwań i własnych planów; jest wyzbyciem się siebie na wzór Tego, który nie miał nawet gdzie głowy złożyć. „Pójdę za Tobą”, jeśli jest autentyczne, musi być bezwarunkowe. Nie zrozumieli tego również dwaj inni naśladowcy Jezusa, którzy choć mieli w sobie powołanie, zagłuszyli swe pragnienia, dając dojść do głosu lękom. Ci właśnie, w przeciwieństwie do pierwszego, prawdopodobnie dość dobrze orientowali się, na czym rzeczywiście polega podążanie za Jezusem. Gdy więc usłyszeli głos powołania, przelękli się i poczęli wymawiać, odsłaniając tym samym swe nieuporządkowane przywiązania. Oczywiście, Jezus mógł poczekać zarówno na jednego, jak i na drugiego; mógł pozwolić pogrzebać ojca i pożegnać się z najbliższymi. Nie w tym rzecz. Jego odpowiedź demaskuje, bowiem faktyczne zamysły obu jego naśladowców. Prośba o czas na pogrzebanie ojca nie musiała przecież wcale oznaczać najbliższych kilku dni na dopełnienie związanych z tym obowiązków; prawdopodobnie chodziło w niej raczej o bliżej nieokreśloną przyszłość o przesunięcie decyzji w niejasne „kiedyś”, na czas po śmierci ojca. Prośba ta była więc, w rzeczywistości, ucieczką od decyzji, od konieczności wyboru Jezusa, od życia wraz z Nim. A od czego uciekał ostatni z potencjalnych naśladowców Jezusa? Lub raczej, trzeba by zapytać – do czego uciekał? Czym był dla niego rodzinny dom i więzi z najbliższymi tak silne, że nie był w stanie rozluźnić ich nawet wtedy, gdy stawał przed fundamentalnym dla swojego życia wyborem? I wreszcie, czy rzeczywiście planował wrócić? Te i wiele innych pytań można stawiać, obserwując postacie z dzisiejszej Ewangelii. Ważne jednak, abyśmy przede wszystkim postawili je sobie. Przecież także do nas Jezus kieruje wezwanie: „Pójdź za mną” i także my, niejednokrotnie, stosujemy wobec tego wezwania rozmaite zabiegi ochronne. Od czego lub też – do czego uciekamy? Jakie wyobrażenia o drodze z Jezusem nosimy w sobie? A przede wszystkim, kim jest dla nas sam Jezus? Na te pytania każdy musi odpowiedzieć sobie osobiście.


komentarz : Aleksander Bańka

Pokaż rozważanie 

 Ukryj 


Syn Człowieczy nie ma miejsca, gdzie by głowę mógł oprzeć

         Pamiętasz, o Panie, żeś rozkosze wszelkie

I niebieskie radości rzucił Ojca swego,

By za nędznych grzeszników ostatnią kropelkę

Krwi Przenajświętszej oddać Serca zbolałego ?

I do Maryi zstąpiłeś przeczystego łona

Gdzie wielkość Pana skryła dziewicza zasłona.

O tym schronieniu jasnym,

Drugim królestwie własnym

Pamiętasz o Panie !

Pamiętasz, o Panie, że wybrzeża inne,

Szafir, gwiazd brylantowych zdobny tysiącami

I księżyc srebrny cieszył Twe oczka dziecinne ?

Ja często tam wybiegam moimi myślami…

Dziecię, Twa dłoń maleńka ma wszechmocną siłę !

Świat utrzymuje, życiem darzy bryłę.

I o mnie też myślałeś,

Opieką otaczałeś,

Pamiętasz Panie ?

Pamiętasz, swym duchem nad stworzenia szczyty

Wzniesiony, odrzuciłeś mądrość tego świata.

Zapomniany pozostałeś, samotny, ukryty,

Pracą boskich rąk żyjąc przez swe młode lata.

Mądrość, której bezmiary wieki tulą mrokiem

Ukryłeś, utaiłeś przed śmiertelnych wzrokiem,

Jak gdybyś nic nie umiał,

Bo świat Cię nie rozumiał,

Pamiętasz Panie !

Pamiętasz, o Panie, że obcy na ziemi,

Ptak z nieba — Słowo Boga, nie miałeś schronienia.

Utrudzony kroczyłeś stopami krwawymi

Bez najmniejszej własności, bez żadnego mienia.

O przyjdź do mnie, mój Jezu, złóż najświętszą głowę !

Przyjdź ! — na przyjęcie Twoje serce me gotowe !

Jak na miękkim kobiercu

Wypoczniesz w moim sercu

Ono jest Twoje !

Św. Teresa od Dzieciątka Jezus (1873-1897), karmelitanka, doktor Kościoła
Wiersz „Ukochany Jezu, pamiętasz”, strofy 1, 6-8



Czy wolno w szabat uzdrawiać, czy też nie ? Lecz oni milczeli.

    Łk 14, 3.4


         Także dzisiejsi gwałciciele dnia Pańskiego zamknęliby usta w zakłopotaniu, gdyby ich zapytano, czy wolno bezcześcić niedzielę, czy też nie.

         Jak wytłumaczyć sobie tę straszną chorobę naszej doby, gdzie bez skrupułu gwałci się dzień Pański ? Najgłębszej przyczyny należy szukać w obojętności względem religii i Kościoła. Jedno i drugie dopuszcza się jeszcze niby jakąś dekorację przy chrzcie, Komunii św., ślubie i pogrzebie. Ale potem do religii się nie wraca ! Komunię św. wielkanocną, nakaz postu piątkowego, Mszę św. niedzielną uważa się za ciężko przygniatające jarzmo. Tak jakby Bóg i Kościół mogli ograniczyć się jeszcze do skromniejszych żądań ! Dziś przeżywamy czasy, które napiętnował ostro Apostoł: Twierdzą, że znają Boga, uczynkami zaś temu przeczą, będąc ludźmi obrzydliwymi, zbuntowanymi i niezdolnymi do żadnego dobrego czynu (Tt 1, 16).

         Inny problem leży w samookłamywaniu się. Nie na darmo mówi Pismo św.: Każdy człowiek kłamie (Ps 116, 11). Iluż wmawia w siebie, iż szkodzi im powietrze w kościele, podczas gdy równocześnie ci sami dziwnie dobrze mogą znosić zepsutą atmosferę restauracji, kin i dancingów ! Iluż łudzi się, że Kościół stawiając przykazanie niedzieli za wiele się domaga, podczas gdy równocześnie ci sami przyjmują surowe i niewygodne kaprysy mody bez cienia wahania ! Iluż to roi sobie, że wysłuchanie Mszy św. w niedzielę żąda niesłychanej od niego ofiary, podczas gdy dla mody i sportu zdobywa się w milczeniu na wszelką ofiarę. Bóg i Kościół nigdy nie mają głosu i muszą ustępować na plan ostatni. Za to moda, sport, te władają wszechwładnie ! Godne politowania szaleństwo ! Lecz do tego także odnoszą się słowa mędrca: Serce twarde na końcu dozna klęski (Syr 3, 26).

         Trzeciego problemu należy dopatrywać się w materializmie. Materia, rzeczy ziemskie są wszystkim; duch, dusza, wieczność - niczym. Dlatego też wybujały chwasty chciwości, dążności do zysku i przyjemności. Tu już nie ma miejsca dla niedzieli. Z oburzeniem woła św. Jan Chryzostom: Tydzień ma 168 godzin, a tylko jedną jedyną ( !) zastrzegł Bóg sobie. Ty zaś tej jedynej godziny nadużywasz do interesów ziemskich !

         Dziwne tylko, że lud zdaje się nie zauważać wcale przekleństwa, jakie od dawna ciąży na takim postępowaniu. Albowiem w miarę jak wzrasta bezczeszczenie niedzieli coraz mniej błogosławi Bóg ludziom. Wszędzie kryzys gospodarczy, bezrobocie, ubóstwo i nędza. Ale inaczej być nie mogło, odkąd rozpoczęto karygodną igraszkę z tym, co Najwyższy osobiście 72 razy - zapamiętaj sobie: siedemdziesiąt dwa razy ! - przykazywał w Starym Przymierzu. Tu także sprawdza się: Nie łudźcie się: Bóg nie dozwoli z siebie szydzić (Ga 6, 7.8).


Rozmyślania pochodzą z książki "Z Bogiem" o. Atanazego Bierbauma OFM
wydanej w Krakowie w 1934 r. za aprobatą tamtejszej Kurii Książęco-Metropolitalnej.