X
 

W tym czasie przyszli niektórzy i donieśli Jezusowi o Galilejczykach, których krew Piłat zmieszał z krwią ich ofiar. Jezus im odpowiedział: „Czyż myślicie, że ci Galilejczycy byli większymi grzesznikami niż inni mieszkańcy Galilei, że to ucierpieli? Bynajmniej, powiadam wam; lecz jeśli się nie nawrócicie, wszyscy podobnie zginiecie. Albo myślicie, że owych osiemnastu, na których zwaliła się wieża w Siloe i zabiła ich, było większymi winowajcami niż inni mieszkańcy Jerozolimy? Bynajmniej, powiadam wam: lecz jeśli się nie nawrócicie, wszyscy tak samo zginiecie”?. I opowiedział im następującą przypowieść: «Pewien człowiek miał drzewo figowe zasadzone w swojej winnicy; przyszedł i szukał na nim owoców, ale nie znalazł. Rzekł więc do ogrodnika: «Oto już trzy lata, odkąd przychodzę i szukam owocu na tym drzewie figowym, a nie znajduję. Wytnij je: po co jeszcze ziemię wyjaławia?»Lecz on mu odpowiedział: «Panie, jeszcze na ten rok je pozostaw; ja okopię je i obłożę nawozem; może wyda owoc. A jeśli nie, w przyszłości możesz je wyciąć»”.

    Łk 13,1-9

Komentarz

 Pewnie wielu myśli, że Kościół ewangelizuje i głosi Chrystusa z powodów czysto biznesowych. Że zabiega on o przekonanie i pozyskanie jak największej ilości wiernych nie dla zbawienia dusz, ale dla pełnych świątyń i tac. Dla jak najmocniejszej pozycji w tym świecie. Bo jak wiadomo, władzę ma ten kogo kocha tłum. I jeśli ktoś ewangelizuje z powodów innych niż troska o zbawienie swoje i innych (np. dla pieniędzy albo dla połechtania swojego Ja), to nie jest to ewangelizacja. To interesowna agitacja. Sprawa jest poważna. Jezus mówi dzisiaj twarde, wręcz bezlitosne słowa – "jeśli się nie nawrócicie, wszyscy podobnie zginiecie". Przekonywać kogoś do Chrystusa to nie kwestia takiego, a nie innego stylu życia, takiego a nie innego środowiska, takiego a nie innego kościoła. Też, ale to nie jest istota. To kwestia życia i śmierci. Potrafiłbyś spokojnie patrzeć na ślepca, który zmierza prosto w przepaść? Bo ja nie. Podbiegłbym, starając się go powstrzymać, uświadomić zagrożenie. Pewnie każdy z nas zrobiłby to samo. To jest właśnie istota ewangelizowania – zawracanie siebie i innych z drogi w przepaść. Bóg nie chce naszej śmierci. Bóg chce naszego zbawienia. Chce byśmy się nawracali. I szanując naszą wolność, robi jednocześnie wszystko by droga każdego z nas, nawet ta najbardziej pokręcona i wyboista, w końcu zaprowadziła nas do nieba.


komentarz : Adam Szewczyk

Pokaż rozważanie 

 Ukryj 


Nawrócić się i nie zginąć

              Grzech jest najbardziej ciętym biczem, jaki może uderzyć każdą wybraną duszę. Kruszy każdego, mężczyznę czy kobietę, tak bardzo uniżając go we własnych oczach, że zdaje mu się nie zasługiwać na nic więcej niż upadek do piekła, aż do momentu kiedy dotknięty Duchem Świętym, ogarnia go skrucha i widzi swoją gorycz zamieniającą się w ufność w miłosierdzie Boże. Wtedy jego rany zaczynają się zasklepiać, a jego dusza odżywa, jak tylko zwróci się w stronę życia świętego Kościoła. Duch Święty prowadzi go do spowiedzi, aby wyznać tam dobrowolnie swoje grzechy, bez osłonek i z całkowitą szczerością, ze smutkiem i wstydem za zbrukanie pięknego obrazu Boga. Otrzymuje pokutę od spowiednika za każdy grzech, jak jest ustanowione w świętym Kościele prze naukę Ducha Świętego. I taka pokora bardzo podoba się Bogu...

     Nasz Pan zachowuje nas z wielką pieczołowitością, nawet kiedy zdaje się nam, że jesteśmy opuszczeni, odrzuceni ze względu na nasze grzechy i widzimy, że zasłużyliśmy na to. Pokora, którą nabywamy przez takie postępowanie, uszlachetnia nas w oczach Boga. Boża łaska wzbudza tak wielką skruchę, współczucie i prawdzie pragnienie Boga, że grzesznik, nagle uwolniony od grzechu i trudu, wznosi się aż do szczęśliwości, tak samo jak święci.

Julianna z Norwich (1342 - po 1416), pustelnica angielska
Objawienia o Bożej miłości, rozdz. 39



Następnie Jezus przybył powtórnie do Kany Galilejskiej. A w Kafarnaum mieszkał pewien urzędnik królewski, którego syn chorował.

    J 4, 46


         Zatroskany ojciec posłał do boskiego Lekarza. Tak należało uczynić i było to jego obowiązkiem. Albowiem czytamy u Mędrca: Czcij lekarza czcią należną z powodu jego posług, albowiem i jego stworzył Pan. Od Najwyższego pochodzi uzdrowienie, i od Króla dar się otrzymuje. Wiedza lekarza podnosi mu głowę, nawet i wobec możnowładców będą go podziwiać. Pan stworzył z ziemi lekarstwa, a człowiek mądry nie będzie nimi gardził. Dzięki nim się leczy i ból usuwa, z nich aptekarz sporządza leki, aby się nie kończyło Jego działanie i pokój od Niego był po całej ziemi... Potem sprowadź lekarza, bo jego też stworzył Pan (Syr 38, 1-12). A więc nie czekaj aż pomoc lekarza i apteki okaże się bezskuteczna ! - Ale też w czasie choroby nie sądź, że ty lub ktoś z twoich bliskich bezwarunkowo musi wyzdrowieć. Jak możesz i powinieneś dołożyć rozumnych starań, by się ustrzec choroby, tak powinieneś również i o tym pamiętać, że niejedna choroba jest następstwem własnej winy, albo narzędziem w ręku Boskiej Opatrzności, by cię ustrzec przed złem i rozwinąć w tobie cnoty. Tak właśnie, jak u Tobiasza, któremu powiedziano: A żeś był przyjemny Bogu, ja zostałem posłany, aby cię wypróbować (Tb 12, 13). - Prócz tego zsyła Bóg chorobę, by cię wyzwolić z nieporządnego przywiązania do tego świata. Dążcie do tego, co w górze, nie do tego, co na ziemi (Kol 3, 2).

         Radź się lekarza, stosuj lekarstwa i módl się o zdrowie. Potem jednak zostaw Opatrzności Bożej wolne rozporządzenie tobą, według tego, co uzna za lepsze, choćby nawet drogi jej były ci tajemne. Chrześcijanie, którzy zawodzą przy lada chorobie, zawodzą gdy chodzi o poddanie się woli bożej, zawodzą gdy idzie o cierpliwość, zawodzą z całą religijnością swoją - to karykatury chrześcijan.

         A twój stosunek względem chorych ? Wiele ci powiedzą te mądre słowa: Tragedią chorego jest zdrowy, jak dla nieszczęśliwego tragedią jest szczęśliwy. Bo jakże mało rozumieją zdrowi i szczęśliwi niezdrowych i nieszczęśliwych !... Choroba i nieszczęście ! Jeśli współczucie ma być dobroczynne, wymaga subtelnego wczucia się duchowego. A tego właśnie po większej części brakuje zdrowym.

         Nie obwiniaj też pochopnie chorych o niecierpliwość. Cierpliwość nie polega wcale na nieczułości wobec bólu; cierpliwość wtedy dopiero występuje, gdy chory nie chce cierpieć, kiedy się buntuje przeciw przykremu losowi i przeciw woli Boga. A gdy sam zachorujesz, mów z cierpiącym Hiobem: Dobro przyjęliśmy z ręki Boga. Czemu zła przyjąć nie możemy ? (Hi 2, 10).


Rozmyślania pochodzą z książki "Z Bogiem" o. Atanazego Bierbauma OFM
wydanej w Krakowie w 1934 r. za aprobatą tamtejszej Kurii Książęco-Metropolitalnej.