X
 

Gdy Jezus i Jego uczniowie się przeprawili, przypłynęli do ziemi Genezaret i przybili do brzegu. Skoro wysiedli z łodzi, zaraz Go poznano. Ludzie biegali po całej owej okolicy i zaczęli znosić na noszach chorych, tam gdzie, jak słyszeli, przebywa. I gdziekolwiek wchodził do wsi, do miast czy do osad, kładli chorych na otwartych miejscach i prosili Go, żeby choć frędzli u Jego płaszcza mogli się dotknąć. A wszyscy, którzy się Go dotknęli, odzyskiwali zdrowie.

    Mk 6, 53-56

Komentarz

Jak nie przegapić okazji na spotkanie Jezusa w codziennym życiu, jak dostrzegać Go w spotykanych ludziach, odkrywać w zaskakujących sytuacjach i zdarzeniach? Żeby to osiągnąć, należy w szczególny sposób wytężyć wszystkie ofiarowane nam zmysły, skierować je w stronę potrzeb drugiego człowieka, być gotowym na działanie, umieć dostrzegać te obszary życia, w których przydać się możemy najowocniej, choćby miały to być najdrobniejsze nawet sprawy. Jak ludzie z dzisiejszego fragmentu Ewangelii, którzy biegali po całej okolicy, by pomóc tym, którzy sami dotrzeć na spotkanie z Jezusem nie mogli. To jest też moje i twoje zadanie. Bo przecież nieraz tego doświadczyłeś – wystarczy tylko otrzeć się o Niego, żeby świat znowu odzyskał sens. Przylgnąć do Jego miłosiernego serca, znaleźć ukojenie w ciszy pustego kościoła o poranku albo gdzieś w miejscu najbardziej zaskakującym, gdzie odczuwamy Jego obecność, zatrzymać pędzący świat i nabrać znowu pełny wdech w piersi. Jeśli doświadczyłeś tego uczucia, to pomóż też tym, którym z Jezusem nie po drodze. Przecież ich kochasz.


komentarz: Elżbieta Grodzka-Łopuszyńska


Pokaż rozważanie 

 Ukryj 



              O Boże prawdziwy i Panie mój! Dla duszy, udręczonej w samotności, wielka to pociecha wiedząc, że Ty jesteś wszędzie! Ale na cóż ona, gdy moc miłości i tego bólu wzmagają się, a serce się trwoży tak, że nie możemy ani zrozumieć, ani poznać tej prawdy? Dusza wie tylko jedno - że jest oddalona od Ciebie! I nie ma takiego lekarstwa, który by uśmierzyło ten ból. Bo serce, gorąco miłujące, nie chce żadnej rady ani pociechy, jedynie od Tego, który ją zranił; od Niego tylko czeka uzdrowienia.

     Gdy zechcesz, Panie, prędko zagoisz tę ranę, którą sam zadałeś. O Umiłowany mój! Jaką litością, słodyczą, dobrocią i dowodami najczulszej miłości  leczysz te rany, które zadałeś strzałami Twojej miłości! O Boże mój, jesteś spoczynkiem wszelkigo bólu! Jakież szaleństwo szukać ludzkich środków do uzdrowienia chorych z ognia Bożego! Kto by zdołał zbadać, jak głęboko sięga ta rana, skąd pochodzi i jak uśmierzyć tę mękę?... Jak mówi Oblubienica w Pieśni nad Pieśniami: "Miły mój dla mnie, a ja dla mego Miłego" (Pnp 11,6). Zaprawdę,  niepodobna, by ta boska miłość pochodziła z tak niskiego źródła, jakim jest miłość moja. Lecz jeśli tak jest niska, Oblubieńcze mój, jakim sposobem przewyższa wszelkie stworzenie, aby dosięgnąć swego Stworzyciela?

Św. Teresa z Avila (1515-1582), karmelitanka, doktor Kościoła



Rzekli mu słudzy: Chcesz więc, żebyśmy poszli i zebrali go ?

    Mt 13, 28


         Wiesz, że Pan na to pytanie odpowiedział: Nie. Tkwi w tym rozwiązanie problemu: Dlaczego Bóg znosi zło i ludzi złych na ziemi ?

         Przypomnij sobie słowa Boże u Proroka: Bo myśli moje nie są myślami waszymi ani wasze drogi moimi drogami (Iz 55, 8). To znaczy, że Bóg ma swoje zamiary i nie jest obowiązany tłumaczyć się przed nami. My zaś mamy się tym pokornie zadowolić, ażeby ani zbyt ciekawie nie dociekać, ani zbyt pospiesznie nie wyrokować, gdy coś się nam wydaje niepojęte. Wystarczy ci wiedzieć, co pisze św. Augustyn: Zły żyje po to, by się nawrócił lub by dobry miał okazję do ćwiczenia się w cnocie. Gdy więc Bóg toleruje zło, to zawsze ma w tym jakieś dobro na względzie. Jakże inaczej mogłyby być praktykowane takie cnoty jak miłość nieprzyjaciół, cierpliwość, wspaniałomyślność w przebaczaniu i stałość ? Dlatego też, gdy uczniowie chcieli, by Jezus spuścił ogień na miasta, które go nie przyjęły, ten ich zgromił mówiąc: Nie wiecie, jakiego ducha jesteście ! Wszak Syn człowieczy nie przyszedł zatracać dusz ludzkich, ale zbawiać (Łk 9, 55). Tak jest rzeczywiście, Bóg nie chce śmierci grzesznika, lecz by się nawrócił i żył. Dlatego też zostawia mu czas.

         W ten sposób więc chwasty muszą służyć pszenicy. Tak, złe ma stać na usługach dobrego, a dobro zwyciężać zło. Dlatego nie należy w sposób niewłaściwy i nieusprawiedliwiony, z jakąś pożałowania godną jednostronnością i krótkowzrocznością unosić się nad złem i narzekać na Boga. I tu pozostaje zawsze prawdą, że Bóg wszystko dobrze czyni. Oczywiście dopiero w wieczności poznamy to w całej pełni.


Rozmyślania pochodzą z książki "Z Bogiem" o. Atanazego Bierbauma OFM
wydanej w Krakowie w 1934 r. za aprobatą tamtejszej Kurii Książęco-Metropolitalnej.